Pogoda w Londynie jak zwykle nie
dopisywała. Niebo było zasnute ołowianymi chmurami. Przez które nie było
widać gwiazd. Deszcz lał się z nich strumieniami. Ale czego było się
spodziewać po listopadzie taka pogoda była normalna. Młoda czarnowłosa
dziewczyna szła jedną z mało uczęszczanych bocznych uliczek miasta.
Rozglądała się uważnie swoimi dużymi niebieskimi oczami, które w
zależności od pogody zmieniały swój odcień. Teraz przybrały barwę
pochmurnego nieba, które rozpościerało się nad nią. Jeszcze tylko jedna
przecznica i dotrze do swojego mieszkania. W jednym z zaułków usłyszała
szamotanie się. Podeszła cicho do tego miejsca. To co tam zauważyła w
ogromnym stopniu zmieniło jej dotychczasowe życie. Jej krzyk rozbrzmiał w
spowitej ciszą okolicy, by po chwili ucichnąć na zawsze.
—
Świt był spowity mgłą, na szczęście nie
padało. Czarnowłosy wysoki mężczyzna wysiadł z taksówki i zmierzał do
miejsca w którym były pełno gapiów i policjantów. Przybył tu tylko dla
tego, że wezwał go, jego przyjaciel porucznik Carter. Przedarł się przez
zbiegowisko i podszedł do wysokiego blondwłosego młodzieńca, ubranego w
mundur policyjny.
- Co tym razem Andy?- spojrzał na kolegę swoimi intensywnymi zielonymi oczami.
- Witaj Ben. Podwójne morderstwo. Kobietę znaleziono pierwszą, później zauważyli w zaułku mężczyznę.
Czarnowłosy podszedł do pierwszego
czarnego worka. Otworzył go ostrożnie. Było w nim ciało młodej
dziewczyny góra dwudziestoletniej, czarne włosy były sklejone zaschniętą
krwią, oczy były otwarte w niebieskich tęczówkach można było zauważyć
zaskoczenie i strach. Wstał i podszedł do drugiego worka. W nim
znajdował się góra trzydziestoletni mężczyzna, oczy miał zamknięte. Na
jego ciele było więcej ran.
- Ktoś coś słyszał w nocy?
- Jedna osoba słyszała krótki krzyk. Ale
wiesz ta okolica o drugiej w nocy jest dość niebezpieczna. Co sądzisz o
tym morderstwie Ben?
- Mężczyzna był przygotowany na śmierć.
Możliwe, że była to zemsta. Zaś dziewczyna była przypadkowym świadkiem,
którego trzeba było usunąć.
- Skąd to wiesz?
Andy podszedł do niego i spojrzał na zwłoki. Zastanawiał się skąd przyjaciel może wiedzieć takie rzeczy.
- Spójrz na jego ciele jest więcej ran,
które wydają się przemyślane. By wyrządziły więcej bólu, a śmierć za
szybko nie przyszła. Zaś ona ma tylko podcięte gardło. Co świadczy o
strachu mordercy, by nie narobiła większego hałasu.
- Brzmi sensownie. – Porucznik odwrócił
wzrok w stronę gapiów. – Zabierzcie ich stąd. – Zwrócił się do niższych
stopniem kolegów.
- Gdzie znaleźliście tego faceta?
- W tamtym zaułku.
Ben poszedł w tamtą stronę. Zaczął szukać
śladów, które mógł zostawić morderca. Nawet o tej porze w tym miejscu
było ciemno. Wyciągnął latarkę i przyświecił sobie. Pod ścianą coś
błysnęło… Podszedł do tego miejsca i znalazł broszkę, przedstawiającą
białą lilię. Kiedyś widział już podobną zapinkę. Bez pożegnania ruszył w
drogę powrotną.
Wszedł do mieszkania i od razu udał się w
stronę komputera. Usiadł na krześle i odpalił sprzęt. Po chwili
pojawiło się okienko wyszukiwarki. Wpisał hasło „biała lilia”.
Wyświetliły się niezliczone ilości stron o roślinach, po chili zauważył
jedną stronę, która go zaciekawiła.
„Stowarzyszenie Biała Lilia” – działało
od lat 50 XIVw. do lat 60 wieku XV. Zajmowało się zjednoczeniem ludzi o
podobnych wierzeniach i wyznawanych przez nich praw. W 1386 roku zginęło
1500 ludzi posądzonych o zdrady, krzywoprzysięstwo i inne tego typu
sprawy. Przy ciałach ofiar znajdowano medaliony lub brożki
przedstawiające białą lilię. Od roku 1440 zaczęto polować na członków
Białej Lilii. 25 marca 1460 roku, spalono na stosie ostatnią członkinię
tego stowarzyszenia. Katherine Blackwood pełniła funkcję przywódcy.
Istnieje nieoficjalna informacja, że to stowarzyszenie działa do dnia
dzisiejszego. Działając skrycie i dokładniej niż w czasach jego
założenia.
Ben podrapał się po brodzie i obrócił w
palcach broszkę. Czyli możliwe, że ta informacja była prawdziwa… Teraz
było się udać do laboratorium i sprawdzić czy coś kryje ta ozdoba.
Wyłączył komputer i opuścił mieszkanie.
W laboratorium, siedziała jego znajoma
Monika. Lubiła zmieniać kolor włosów i ich długość. Teraz miała
dwukolorowe włosy. Czerń i biel kontrastowały ze sobą. Mężczyzna wszedł
do tego pomieszczenia. Dziewczyna podniosła na niego wzrok swoich
piwnych oczu.
- Co sprowadza do mnie, wielkiego detektywa dwudziestego pierwszego wieku?
- Potrzebuję byś zbadała to.
Położył na sterylnie czystym stoliku broszkę.
Piętnaście minut później.
- Skąd ją masz? – spojrzała na niego z zaciekawieniem.
- Znalazłem. A coś z nią nie tak?
- Pochodzi z 1355 roku. Są na niej
odciski twoich placów i zmarłej w 1460 roku niejakiej Katherine
Blackwood. Przecież to nie możliwe, prawda?
- W naszych czasach wszystko jest możliwe. Nawet to, że jestem synem Sherlocka Holmesa.
- Ale ty to inny przypadek ale wyobrażasz
to sobie czym musi być ta kobieta. Stowarzyszenie Białej Lilii
zakończyło swoją działalność wraz ze spaleniem jej na stosie.
- Mona. Tę broszkę znalazłem dzisiaj w zaułku w którym znaleziono zwłoki mężczyzny.
- Przecież powinny być na niej odciski palców innych ludzi. Nie wiem co o tym sądzić?
- Najlepiej zachowajmy to w tajemnicy, by nie skończyć jako ofiary nadal funkcjonującego Stowarzyszenia Białej Lili.
- Mądra decyzja.
Monika i Ben wzdrygnęli się i odwrócili w
stronę skąd zabrzmiał głos. Przed nimi stała kobieta wyglądająca na
trzydzieści lat, mająca czarne włosy i równie czarne oczy. Uśmiechała
się z ironią. Wyciągnęła w ich stronę bladą dłoń o długich palcach.
- Oddajcie mi moją własność.
Czudoo. Mam nadzieje ze trafiłam na dobrą stronę
OdpowiedzUsuńNa dobrą :) Dziękuję nie chwaląc się ja też jestem z niego dumna (tego opowiadania).
Usuń