poniedziałek, 8 czerwca 2015

Opowiadania pełne magii: Przeznaczenie

    Idąc ulicą wiele razy zastanawiałam się co mnie czeka za rogiem mojego rodzinnego miasta. Zawsze dochodziłam do tego samego wniosku. Co ma być to będzie. Nie wiem kogo lub jaką sytuację postawi za tym rogiem Przeznaczenie, Fortuna, czy nawet Fatum. Warto być przygotowanym na wszystko. Zapewne ktoś zapyta: „Ale jak przygotować się na wszystkie ewentualności? Przecież się nie da” Odpowiedziałabym mu, że ma po części rację. Ale zawsze dochodzę do tego, że trzeba iść z podniesioną głową i śmiać się losowi w twarz. Podchodzić do wszystkiego z chłodnym opanowaniem. Ale zacznijmy wreszcie tę historię…

    Postać spacerująca jedną z uliczek Nowego Jorku odziana była w czarną pelerynę sięgającą do ziemi, Kaptur zasłaniający jej twarz nie pozwalał odgadnąć kim ona jest. Szła szybkim krokiem. Jej znajomi stwierdzili, że zawsze porusza się jak pantera polująca na swoją ofiarę. Może i było w tym trochę prawdy. Stała się sławna w świecie o którym zwykli ludzie nie mieli pojęcia. Tylko jedna osoba, spoza sfery magicznej poznała tajemnice świata czarodziei. Była nią J.K. Rowling, choć pozwoliła sobie go nadmiernie ubarwić. Lord Voldemort nie istniał. Nie było żadnej wojny. Harry Potter żył, Tom Riddle również. Wszystko było w idealnym porządku. Świat czarodziei żył w spokoju i harmonii. Tylko kilka osób różniło się od innych. Między innymi do tych osób należała Katharsis Black. Była ona jedyną córką Syriusza Blacka. Jej matka zmarła przy porodzie, jednak to nie przeszkodziło w jej szczęściu, bowiem nie pamiętała jej i nie pamiętała za czym ma tęsknić. Byli idealną rodziną choć, niestety, rodzinną sielankę przerwało nagłe zniknięcie jej ojca. Jej życie legło w gruzach. Od czasu jego zniknięcia minęło dwanaście lat, jednak Katharsis przysięgła sobie, że kiedyś go odnajdzie. Musiała skończyć szkolę i żyć dalej. Pomagał jej w tym ojciec chrzestny, imieniem James Potter. Katharsis była wierną kopią swojego ojca włączając w to nawet charakter. Wszyscy śmiali się, że różni ich tylko płeć. Nigdy nie dochodziło pomiędzy nimi do kłótni, po prostu byli idealną rodziną. Szukała, pytała, lecz nic nie pomagało. Słuch o nim zaginął. Jakby zapadł się pod ziemię nawet w świecie ludzi nie magicznych. Tęskniła za dawnymi latami, kiedy jeszcze on nie zniknął. Za miejscami, które odwiedzali w każdy wolny dzień. Nowy Jork był piękny, jednak nie to było powodem jej przyjazdu. Dostała informację, że jej ojca widziano tu tydzień temu. Mroźny wiatr wiał z każdej strony, jednak nie odczuwała chłodu. W takich chwilach, kochała fakt, że jest czarownicą. Zatrzymała się przed hotelem. To tu miał wynająć pokój pięć dni temu. Weszła do środka i ściągnęła kaptur. Podeszła do recepcji i uśmiechnęła się uwodzicielsko do młodego recepcjonisty. Widać było, że jest nią zauroczony od pierwszego wejrzenia. Zapytała o to czy nadal w tym hotelu przebywa Alex White. Za niego podawał się tutaj. Niestety dowiedziała się, że przed południem się wymeldował. Kath kiedy to usłyszała uderzyła pięścią w marmurową recepcję. Wyszła pospiesznie. Rozejrzała się. Zobaczyła jeszcze otwarty sklep. Może ktoś go widział, w którą stronę poszedł. Przebiegła przez ulicę i weszła. Rozejrzała się po ekspozycji. Magiczne przedmioty. Podniosła do góry jedną brew. Zionęło tu czarną magią. Obróciła się wychodząc ze sklepu, ruszyła gdzie podpowiedział jej instynkt. Po kilku godzinach zatrzymała się ponownie. Weszła do podrzędnego motelu i wynajęła pokój. Weszła do niego miał numer 356. Zdjęła płaszcz. Spojrzała w lustro, samotna łza spłynęła po jej policzku. Miała dwadzieścia lat, wszyscy uważali ją za ideał, którym się nigdy nie czuła. Usiadła w wypłowiałym fotelu. Nie wiedząc kiedy, zasnęła. Przebudziła się słysząc swoje imię. Zerwała się z fotela rozejrzawszy się dookoła. Nikogo nie zauważyła. „To był tylko sen” - westchnęła ze smutkiem. Jej wzrok powędrował ku zegarowi, stwierdziła, iż dochodziła dwudziesta trzecia . Przeciągnęła się i zdała sobie sprawę, że choć na chwilę musi się oderwać od rzeczywistości. Wyczarowała czarną bluzkę z dekoltem w serek oraz czarne rurki. Przebrała się w nie.

    Wyszła z pokoju i zamknęła drzwi na klucz. Idąc korytarzem liczyła pokoje po obu stronach. Nie chciała myśleć na razie o Syriuszu. Zeszła po schodach. Na parterze skręciła w lewo od recepcji i weszła do pomieszczenia, które było jadalnią i barem. Usiadła przy ladzie i poprosiła o Martini. Sączyła powoli trunek. Patrzyła w zawartość kieliszka. Ciekawe co by pomyślał jej tata o tym, że pije. Zachichotała w myślach. Spojrzała na zegar, była północ. Podniosła się z miejsca, i ruszyła w
    stronę swojego pokoju. Spacerowała z głową w chmurach idąc korytarzem, chwilę potem wpadła na kogoś. Podniosła wzrok i zaniemówiła. To był on.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz