- &-
Rok szósty nadszedł wielkimi krokami. Jak dla niej zbyt szybko. Nie tęskniła za wakacjami tylko nieuchronnie była coraz bliżej opuszczenia Hogwartu na zawsze. Nie decydowała o niczym. Chciała ale nie mogła. W te wakacje została wcielona do Śmierciożerców i to jeszcze do Wewnętrznego Kręgu. Jaszczur (tak określała swojego ojca w swoich myślach) oczywiście na przekór temu jakie ma stosunki z Malfoy'em dał jej z nim zadanie. Naprawienie szafy dzięki, której jego sługusy będą mogły się dostać do zamku.Dostała też specjalne taje zadanie. No i nie mogła dojść jak ma się za nie zabrać.
-&-
Weszła do pociągu i ruszyła w poszukiwaniu przedziału. Warto było dodać, że przez te wakacje zmieniła się. Rysy twarzy się wyostrzyły i była tak kobieca, że facetom szczęki opadały. Zobaczyła przedział, w którym siedział Potter. Otworzyła drzwi i spojrzała na niego
- Hej.- zaczęła niepewnie.- Mogłabym się dosiąść?
Ich oczy się spotkały. Oboje mieli ten sam odcień zieleni.
- Yyy...Jasne siadaj.
Był obojętny w stosunku do niej. Kufer wsadziła na półkę używając magii bezróżdżkowej.Usiadła naprzeciwko. Nie wiedziała czy ma się odezwać czy raczej milczeć. Wyciągnęła z podręcznej torebki, książkę. Ważne było dodać, że mugolską. Proza pisana wśród czarodziei nie podchodziła jej wolała coś "normalnego". Otworzyła ją tam gdzie skończyła. Jej wyobraźnia zaczęła działać na pełnych obrotach. Widziała, wszystko co działo się, Pustynie, samochód wywrócony do góry kołami, dziewczynę silnie poturbowaną i jej psa. Nagle usłyszała głos z zewnątrz. Potrząsnęła głową i spojrzała na jedyną osobę w przedziale. Potter, widząc jej zdezorientowaną minę powtórzył pytanie.
- Co czytasz?
Uśmiechnęła się lekko.
- Gone Faza pierwsza: Niepokój Michaela Granta.
- Ślizgon woli książki pisane przez mugoli? To chyba jakaś anomalia.
- Potter w niektórych, dziedzinach to ludzie nie magiczni są dużo lepsi od nas. A do tych właśnie dziedzin należy proza. Chyba nie muszę Ci mówić co to jest proza?
W ostatnim zdaniu, było można wyczuć ironię i sarkazm. Ech, przebywanie w jednym pomieszczeniu ze Snapem musiało wpłynąć jakoś na jej psychikę.
- Wiem co to jest. Nim poszedłem do Hogwartu, chodziłem do mugolskiej szkoły.
- A mnie uczono bym nienawidziła mugoli, zdrajców krwi i czarodziei z rodzin mugolskich. A na kogo wyrosłam? Na osobę, która nie ma nic do nich i z uwielbieniem czyta prozę oraz kocha mugolskie żarcie. A jestem córką samego Voldemorta.No normalnie paradoks.
Zaśmiała się.
- Jak to się stało, że...
- Że co? Że jestem córką Voldzia? No to już Ci tłumaczę. Mamusia i tatuś bardzo się kochali,
- Nie to... Chodzi mi o to jak się znalazłaś u Malfoy'ów.
- Było tak od razu mówić - zaśmiała się. - Lucjusz jest moim ojcem chrzestnym. No i mój ojciec powierzył mu opiekę nade mną na wypadek gdyby coś mu się stało. No i tak trafiłam pod dach do rodziny Fretki. Choć muszę powiedzieć, że nie próżnowałam.
- Pewno co tydzień mordowaliście mugoli.
- Harry. Czy ja wyglądam na osobę, która potrafi kogoś zabić.- zrobiła minę iście anielską i nad jej głową pojawiła się złota aureolka- Miałam na myśli, że uprzykrzałam życie Dracusiowi.
Spojrzała za okno powili słońce chyliło się ku zachodowi.
- Ciekawe co zdarzy się w tym roku szkolnym. Co obstawiasz Gryfiaku?
Potter cały czas na nią patrzył. Teraz dochodził do wniosku, że nie wszyscy Slizgoni są źli. Wróć, wszyscy oprócz niej. Czasami zastanawiał się dlaczego są tacy podobni z wyglądu.
- Wiem jedno Gryffindor zdobędzie puchar quidditch.
- Chyba śnisz. Ze mną jako kapitanem i szukającą nie macie szans.
- Ja też jestem kapitanem.
- To tym bardziej Pottuś.
Ona również od pierwszego roku była w składzie drużyny Węży jak Potter u Lwów. Draco wkupił się w drugiej klasie jako ścigający. Trzeba przyznać był nawet dobry.
Spojrzała na osobę na przeciwko. Wydał się nad czymś zastanawiać. Rzadki widok. Zabrała się ponownie za książkę. Kiedy po jakimś czasie zdała sobie sprawę, że zaświeciły się światła w pociągu. Byli już nie daleko celu podróży. Machnęła jakby od niechcenia różdżką i jej ubranie zamieniło się w szatę szkolną. Książkę schowała do plecaczka i spojrzała na jej towarzysza podróży, który mocował się z ubraniem. Przewróciła oczami i machnęła różdżką wymawiając poprawną formułkę. Po tym jego szata była założona jak trzeba, a chłopak wyglądał na zaskoczonego i zażenowanego.
- Dzięki.
- Niema sprawy. Wiesz co parę razy zastanawiałam się, że pasowałbyś do mojego domu. Masz coś z Węża i pasował by Ci zielony do oczu. -wyszczerzyła się w uśmiechu i wyszła z przedziału.
Wyczułam, że idzie za nią. Specjalnie zwolniła, że się zrównali.
- Miałem być w Slytherine.
- To czemu nie jesteś?
- Przekonałem Tiarę by nie dawała mnie tam.
Gapiła się na niego jakby był kosmitą. Wsiedli razem do powozu, do nich przysiadła się Luna, Semeus oraz Teo.
- Dracon Cię szukał? - po chwili odezwał się Teodor Nott.
- Jakby szukał to by znalazł. Przecież nie lewitowałam nad pociągiem- Zaśmiała się o wiele za głośno.- A tak właściwie co chciał od mojej szanownej osoby?
- Kiedy otwierał Ognistą, to ona zamieniła się w mocz. No i nie wyczuł tego wcześniej, tylko jak się napił łyka.
Teraz wszyscy się śmiali.
- A go przed podróżą przestrzegałam by uważał co pije. -wyszczerzyła się w pełnym uśmiechu.
- Jak ty to zrobiłaś w ogóle?
- Pottuś mam znajomości u ludzi znających eliksiry.
- Nie gadaj, że Ci to Snape powiedział.- tym razem pytanie zadał Teo.
- Nie wiedział na kim tego wypróbuję. Myślał, że na jakimś Gryfonie.
Wysiedli z powozu i weszli do zamku. Od razu zajęli swoje miejsca w Wielkiej Sali.
Rok szósty nadszedł wielkimi krokami. Jak dla niej zbyt szybko. Nie tęskniła za wakacjami tylko nieuchronnie była coraz bliżej opuszczenia Hogwartu na zawsze. Nie decydowała o niczym. Chciała ale nie mogła. W te wakacje została wcielona do Śmierciożerców i to jeszcze do Wewnętrznego Kręgu. Jaszczur (tak określała swojego ojca w swoich myślach) oczywiście na przekór temu jakie ma stosunki z Malfoy'em dał jej z nim zadanie. Naprawienie szafy dzięki, której jego sługusy będą mogły się dostać do zamku.Dostała też specjalne taje zadanie. No i nie mogła dojść jak ma się za nie zabrać.
-&-
Weszła do pociągu i ruszyła w poszukiwaniu przedziału. Warto było dodać, że przez te wakacje zmieniła się. Rysy twarzy się wyostrzyły i była tak kobieca, że facetom szczęki opadały. Zobaczyła przedział, w którym siedział Potter. Otworzyła drzwi i spojrzała na niego
- Hej.- zaczęła niepewnie.- Mogłabym się dosiąść?
Ich oczy się spotkały. Oboje mieli ten sam odcień zieleni.
- Yyy...Jasne siadaj.
Był obojętny w stosunku do niej. Kufer wsadziła na półkę używając magii bezróżdżkowej.Usiadła naprzeciwko. Nie wiedziała czy ma się odezwać czy raczej milczeć. Wyciągnęła z podręcznej torebki, książkę. Ważne było dodać, że mugolską. Proza pisana wśród czarodziei nie podchodziła jej wolała coś "normalnego". Otworzyła ją tam gdzie skończyła. Jej wyobraźnia zaczęła działać na pełnych obrotach. Widziała, wszystko co działo się, Pustynie, samochód wywrócony do góry kołami, dziewczynę silnie poturbowaną i jej psa. Nagle usłyszała głos z zewnątrz. Potrząsnęła głową i spojrzała na jedyną osobę w przedziale. Potter, widząc jej zdezorientowaną minę powtórzył pytanie.
- Co czytasz?
Uśmiechnęła się lekko.
- Gone Faza pierwsza: Niepokój Michaela Granta.
- Ślizgon woli książki pisane przez mugoli? To chyba jakaś anomalia.
- Potter w niektórych, dziedzinach to ludzie nie magiczni są dużo lepsi od nas. A do tych właśnie dziedzin należy proza. Chyba nie muszę Ci mówić co to jest proza?
W ostatnim zdaniu, było można wyczuć ironię i sarkazm. Ech, przebywanie w jednym pomieszczeniu ze Snapem musiało wpłynąć jakoś na jej psychikę.
- Wiem co to jest. Nim poszedłem do Hogwartu, chodziłem do mugolskiej szkoły.
- A mnie uczono bym nienawidziła mugoli, zdrajców krwi i czarodziei z rodzin mugolskich. A na kogo wyrosłam? Na osobę, która nie ma nic do nich i z uwielbieniem czyta prozę oraz kocha mugolskie żarcie. A jestem córką samego Voldemorta.No normalnie paradoks.
Zaśmiała się.
- Jak to się stało, że...
- Że co? Że jestem córką Voldzia? No to już Ci tłumaczę. Mamusia i tatuś bardzo się kochali,
- Nie to... Chodzi mi o to jak się znalazłaś u Malfoy'ów.
- Było tak od razu mówić - zaśmiała się. - Lucjusz jest moim ojcem chrzestnym. No i mój ojciec powierzył mu opiekę nade mną na wypadek gdyby coś mu się stało. No i tak trafiłam pod dach do rodziny Fretki. Choć muszę powiedzieć, że nie próżnowałam.
- Pewno co tydzień mordowaliście mugoli.
- Harry. Czy ja wyglądam na osobę, która potrafi kogoś zabić.- zrobiła minę iście anielską i nad jej głową pojawiła się złota aureolka- Miałam na myśli, że uprzykrzałam życie Dracusiowi.
Spojrzała za okno powili słońce chyliło się ku zachodowi.
- Ciekawe co zdarzy się w tym roku szkolnym. Co obstawiasz Gryfiaku?
Potter cały czas na nią patrzył. Teraz dochodził do wniosku, że nie wszyscy Slizgoni są źli. Wróć, wszyscy oprócz niej. Czasami zastanawiał się dlaczego są tacy podobni z wyglądu.
- Wiem jedno Gryffindor zdobędzie puchar quidditch.
- Chyba śnisz. Ze mną jako kapitanem i szukającą nie macie szans.
- Ja też jestem kapitanem.
- To tym bardziej Pottuś.
Ona również od pierwszego roku była w składzie drużyny Węży jak Potter u Lwów. Draco wkupił się w drugiej klasie jako ścigający. Trzeba przyznać był nawet dobry.
Spojrzała na osobę na przeciwko. Wydał się nad czymś zastanawiać. Rzadki widok. Zabrała się ponownie za książkę. Kiedy po jakimś czasie zdała sobie sprawę, że zaświeciły się światła w pociągu. Byli już nie daleko celu podróży. Machnęła jakby od niechcenia różdżką i jej ubranie zamieniło się w szatę szkolną. Książkę schowała do plecaczka i spojrzała na jej towarzysza podróży, który mocował się z ubraniem. Przewróciła oczami i machnęła różdżką wymawiając poprawną formułkę. Po tym jego szata była założona jak trzeba, a chłopak wyglądał na zaskoczonego i zażenowanego.
- Dzięki.
- Niema sprawy. Wiesz co parę razy zastanawiałam się, że pasowałbyś do mojego domu. Masz coś z Węża i pasował by Ci zielony do oczu. -wyszczerzyła się w uśmiechu i wyszła z przedziału.
Wyczułam, że idzie za nią. Specjalnie zwolniła, że się zrównali.
- Miałem być w Slytherine.
- To czemu nie jesteś?
- Przekonałem Tiarę by nie dawała mnie tam.
Gapiła się na niego jakby był kosmitą. Wsiedli razem do powozu, do nich przysiadła się Luna, Semeus oraz Teo.
- Dracon Cię szukał? - po chwili odezwał się Teodor Nott.
- Jakby szukał to by znalazł. Przecież nie lewitowałam nad pociągiem- Zaśmiała się o wiele za głośno.- A tak właściwie co chciał od mojej szanownej osoby?
- Kiedy otwierał Ognistą, to ona zamieniła się w mocz. No i nie wyczuł tego wcześniej, tylko jak się napił łyka.
Teraz wszyscy się śmiali.
- A go przed podróżą przestrzegałam by uważał co pije. -wyszczerzyła się w pełnym uśmiechu.
- Jak ty to zrobiłaś w ogóle?
- Pottuś mam znajomości u ludzi znających eliksiry.
- Nie gadaj, że Ci to Snape powiedział.- tym razem pytanie zadał Teo.
- Nie wiedział na kim tego wypróbuję. Myślał, że na jakimś Gryfonie.
Wysiedli z powozu i weszli do zamku. Od razu zajęli swoje miejsca w Wielkiej Sali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz