sobota, 13 czerwca 2015

Opowiadania pełne magii: Nic ci nie grozi

Było piątkowe popołudnie. Siedziała na kanapie w swoim pokoju. Patrzyła nieobecnym wzrokiem na jedną ze ścian. Samotność jej nie służyła ciągle wracała do chwil w których była dręczona lub nic jej się nie udawało. To ją powoli niszczyło. Jej psychika wisiała na włosku. Powoli zaczęła popadać w obłęd.
Pokój był pełen barw. Ściany w kolorze soczystej pomarańczy i czerwieni. Meble miały odcień podobny do lazurytu. Lecz jej dusza nie była tak kolorowa. Była wręcz czarno biała.
Nikt z jej bliskich nie obchodził co się z nią działo. Wyszli wszyscy z domu oprócz niej. Bała się zostać sam na sam ze sobą. Widziała, że któregoś dnia nie wytrzyma, że w końcu się podda. Nie będzie miała już siły na walkę.
Powoli zapadał zmrok. Wkrótce wszystko co było w pokoju zostało spowite mroczną aurą. Nie lubiła tych chwil, zawsze wydawało jej się,  że ktoś znajduję się w jej pokoiku. Przesunęła wzrokiem w inny punkt i wtedy ujrzała eteryczną zjawę. To coś było podobne do kobiety w długiej sukni. Poderwała się z krzykiem, by upaść po chwili na kolana i się rozpłakać. Wariowała, nic na to już nie poradzi. Czekała na śmierć, która uporczywie nie chciała przychodzić. Usłyszała jak ktoś otwiera drzwi. Na jej rodzinę to było za wcześnie.  Może to był jej znajomy, któremu dała klucz na wszelki wypadek. Poczuła jak ją bierze na ręce i wychodzi pierwsze z pokoju a później z domu.
- Nicole teraz nic ci nie grozi. Jestem tu.
Mówił uspokajającym głosem. Wtuliła się w niego mocniej. Weszli do jego domu. Usiadł na kanapie i posadził ją sobie na kolanach. Gładził ją po włosach  i plecach. Kiedy przestała płakać, spojrzała na jego zatroskaną twarz.
- Dziękuję, że mnie z tamtą zabrałeś.
Uśmiechnął się i odgarnął jej włosy z twarzy.
- Co się stało, że krzyczałaś?
- Miałam halucynacje. Mam już dość tego życia.  Chce umrzeć. Ale pierwsze zniszczyć życie tym, którzy uważają się za moją rodzinę.
Ciemnowłosy chłopak patrzył na nią ze zmarszczonymi brwiami.
- Nicole. Śmierć nie jest wyjściem.
Zeszła z jego kolan i stanęła przed nim. Miała łzy w oczach. Wiedziała, że to zły wybór ale cóż miała na to poradzić.  Nie widziała innego rozwiązania.
- A co jest wyjściem? Powiedz mi co?- Znów nie wytrzymała i zaczęła płakać, uklękła przed nim. Spojrzała na niego swoimi brązowymi oczami. – Zabij mnie. Proszę.
Podniósł się  i przyklęknął naprzeciw niej. Położył ręce na jej ramionach i spojrzał w jej oczy.
- Nicole. Jesteś tego pewna? – patrzył na nią szukając oznaki wahania lecz nic takiego nie ujrzał.
- Tak. Zrób to szybko.
Delikatnie rozpiął jej bluzę. Po czym przechylił jej głowę i dotknął ustami jej szyi. Wgryzł się w odpowiednią żyłę.
- Klaus.
Zaczęła protestować jak dawał jej swoją krew.  Przymknęła powieki.
- Kocham Cię Nicole.
Pocałował ją w czoło i ułożył w swoim łóżku.  Myślał, że śpi lecz jeszcze odpowiedziała mu sennie.
- Ja też Cię kocham Klusie.
Zasnęła z uśmiechem na twarzy. Kiedy wiedział, że zasnęła. Skręcił jej kark.
- Niech nastąpi przemiana.
Usiadł na fotelu. Wiedział, że obudzi się jutro z nowym życiem. Spełnił jej największe marzenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz