Tak, postaci z „Władcy pierścieni” są
równie jebnięte jak ja.
A teraz zapraszam na opowiadanie:
~*~
-Gdyby tylko Nótt była tak łaskawa…- zaczął Loki, siedząc
wraz z Katharsis i Monzaemonem w salonie Ślizgonów. Ich zwierzaki spały
smacznie w swoich kojcach zmęczone wspólną zabawą.
- I przykryłaby niebo swym czarnym płaszczem…- kontynuowała
dziewczyna.
-Haftowanym na przemian żałobą nocy i srebrnym pyłem gwiazd-
dokończył blondyn. Przyjaciele czekali na moment, kiedy świat spowije ciemność.
Monzaemon jak zwykle miał ochotę wymknąć się niezauważony do zakazanego lasu.
Tym razem chciał, aby jego przyjaciółka i nowy kumpel dotrzymali mu
towarzystwa. Nordycka bogini nocy Nótt wysłuchała ich modlitw i zesłała mrok
szybciej, niż zamierzała. Odyn nie powinien być na nią zły, skoro zrobiła to
dla jednego z jego synów.
~*~
Trójka Ślizgonów zgodnie z planem udała się do lasu. Loki
był tu po raz pierwszy i rozglądał się dookoła. Imponował mu lodowaty oddech
czających się w krzakach bestyjek. Uśmiechnął się wrednie i zerknął na
ukrywające się driady spojrzeniem tak ostrym, że uciekły z piskiem. Katharsis zerknęła na niego początkowo
zdezorientowana, ale po chwili parsknęła śmiechem.
-Jeśli będziesz tak robił, wszystkie dziewczyny od ciebie
uciekną- powiedziała do czarnowłosego.
-Ty nie- odparł, chwytając jej dłoń- a inne mnie nie
interesują.
-To właśnie chciałam usłyszeć- rzekła uroczo i musnęła jego
usta swoimi. Po chwili ten niewinny buziak zaczął się przeobrażać w namiętny
pocałunek. Monzaemon odwrócił się, nie mając zamiaru tego oglądać. Nienawidził,
kiedy ktoś się przy nim całował… A jeszcze bardziej zdenerwował go fakt, że
Katharsis o tym wiedziała. Swą beznamiętną i wypłukaną z emocji twarz skierował
ku niebiosom. Gwiazdy przenikały przez gęste gałęzie drzew tworzące efekt
pajęczyny.
-Idziemy na cmentarzysko smoków?- spytał, nie odrywając oczu
od czarnego sklepienia. Katharsis i Loki przestali się ściskać i całować.
Trzymając się jedynie za ręce jak niewinna początkująca para, podeszli do
blondyna.
-Jasne- odparł z uśmiechem czarnowłosy.- Uwielbiam
zwierzęta… Zwłaszcza te martwe.
-I pewnie w Asgardzie masz całą kolekcję Skellanimals?- Monzaemon
po raz pierwszy od dłuższego czasu uśmiechnął się, rzucając podejrzliwe spojrzenie.
-No ej!- Loki zareagował głośnym śmiechem.- Skąd wiedziałeś?
Masz w mózgu jakieś pierdolone Google?
-Tylko nie pierdolone!- krzyknęła Katharsis, również
wybuchając śmiechem. Cała trójka udała się na cmentarzysko, zgodnie z kolejnym
dziwnym pomysłem jasnowłosego czarodzieja.
~*~
-Wreszcie zniszczyliśmy ten pierdolony pierścień!-
wrzeszczał uradowany czarnowłosy hobbit, skacząc radośnie niczym gumiś.
-Wyrażaj się, Frodo- zganił go Gandalf, który najwyraźniej
nie znosił przekleństw. Cała drużyna rozmawiała o zrealizowanym celu. Wszyscy
cieszyli się i śmiali… Tylko siedzący na kamieniu Aragorn miał nieco posępną
minę. Widząc to, Legolas przysiadł się do niego. Spojrzał pytająco w jego zamglone
oczy. Aragorn na moment wykrzywił swoje usta w wymuszonym uśmiechu, po czym
znów posmutniał.
-Chciałem oświadczyć się Arwanie - powiedział po chwili
wojownik.
-A ty ciągle tylko o tej swojej dziewczynie- burknął
zirytowany elf. Miał ochotę się rozpłakać, ale wewnętrzny głos nakazywał mu być
twardym. Aragorn zerknął na niego z lekkim zaskoczeniem. Miał wrażenie, że
Legolas coś do niego czuje i uważa się za jego chłopaka. W końcu owe zdziwienie
zmieniło się w głupi uśmiech.
-Przestań Lego, mój drogi kolego- zaśmiał się. Elf jednak
wciąż spoglądał na niego z zawodem i swego rodzaju nienawiścią.
-Masz jeszcze czelność się śmiać?!
-Wychujałem cię- uśmiechnął się wrednie.- Dosłownie.
-Ty… Ty kurwiaku!- wrzasnął elf, nie mogąc się już opanować.-
Ty szmaciarzu, dziwkarzu, suko, puszczalska gnido!
-Ho ho, cóż za poezja- zignorował wyzwiska Aragorn. Legolas
miał ochotę wygarnąć mu w pysk, ale w porę się opamiętał. Odwrócił się i już
chciał odejść, kiedy mężczyzna mocno złapał jego rękę.
-Czego znowu?!- warknął.
-Słuchaj… To, że sypiamy ze sobą nie czyni z nas pary.
-Teraz już wiem! Szukałeś sobie zastępstwa, kiedy nie mogłeś
robić tego ze swoją Arwanką!- syknął wściekle Legolas. Wyszczerzył swoje piękne
zęby, które w tamtej chwili wyglądały tak groźnie jak kły wampira czy
wilkołaka. Jego drobne i delikatnie dłonie mimowolnie zacisnęły się w pięści…
Mimo swojej olśniewającej urody i drobnej postury wyglądał strasznie. Aragorn
jednak nie dał za wygraną i nie zamierzał go uwolnić z silnego uścisku.
-Dokładnie, szukałem elfiej dupy, a ty akurat byłeś chętny-
odparł, jak gdyby nigdy nic.
-Bo myślałem, że jesteś wobec mnie szczery… A teraz, skoro
już sobie wszystko wyjaśniliśmy, to puść mnie, do cholery!
-Nie.
-Co, znowu potrzebujesz elfiej dupy? Szukaj sobie w leśnym
burdelu!
-Nie. Chciałem cię przeprosić- powiedział Aragorn, kładąc
rękę na sercu. Był tym razem poważny i sprawiał wrażenie, jakby miał się zaraz
rozpłakać. Najwyraźniej przeprosiny były szczere i mężczyźnie zależało na
dalszej przyjaźni z Legolasem, ale elf tylko pokręcił głową.
-Za późno- powiedział i odchodząc, musnął twarz Aragorna
końcówkami swych długich jasnych włosów. Żaden z nich nie zauważył majaczącej
się w cieniach drzew postaci. Po chwili z mroku wyłonił się niski, ale tęgi
mężczyzna z długą rudą brodą. Na jego twarzy wypisane były wszystkie negatywne
emocje. Po raz pierwszy miał ochotę cisnąć toporem w kogoś z drużyny.
~*~
Po dwóch godzinach trójka przyjaciół dotarła na miejsce. Loki
użyczył swojej dziewczynie peleryny, ponieważ ciągle narzekała, że jej zimno.
Nordycki bóg ognia nie przejmował się przenikającym ciało chłodem… Coś takiego
było niczym w porównaniu do wiecznej zimy w Jotunheimie, a nawet i to nie było
w stanie wywołać u niego szaleńczej reakcji na mróz. Monzaemon kroczył z nim
łeb w łeb, dostając gęsiej skórki. Mimo to, nie zamierzał na siebie włożyć
ciepłych ubrań. Wolał udawać, że jest mu ciepło, choć sam właściwie nie
wiedział, dlaczego zgrywał takiego twardziela. Loki patrzył na niego nieco
pogardliwie, mimo że ostatnio bardzo się polubili. Spojrzenie asgardzkiego
księcia było tak lodowate, że nie dorównywała mu nawet panująca temperatura.
-Monzi - przerwała nieznośną ciszę Katharsis.
-Co?- blondyn spojrzał w jej stronę pytająco.
- Kto to jest?- spytała zdziwiona. Monzaemon podążył za jej
wzrokiem i dostrzegł niewyraźną postać spowitą mgłą. Nie zastanawiając się
długo, ruszył przed siebie wojskowymi krokami.
-Nie idź tam!- krzyknął Loki zaskoczony lekkomyślnością
zwykle poważnego i ostrożnego kolegi.
-Słyszysz?!- warknęła Katharsis.- Wracaj tu, baranie!
Monzaemon uśmiechnął się tylko głupkowato, gdyż słowo
„baran” go śmieszyło… Z resztą tak samo jak „małpa” czy „osioł”. Z każdym
krokiem coraz bardziej zatapiał się we mgle, aż w końcu zniknął towarzyszom z
oczu. Był już blisko celu i nic nie było w stanie go zatrzymać… Ale to, co
ujrzał po chwili, przeszło jego najśmielsze oczekiwania.
-Jasna cholera- szepnął sam do siebie, szerzej otwierając
oczy ze zdumienia. Pierwszy raz ujrzał coś, co było w stanie go przerazić.
- - -
Dziękuję bardzo za (nie)uwagę i przepraszam za gejowski
wątek… Niestety muszę Was zmartwić, bo razem z Katharsis planujemy jeszcze
większą gejozę. Do napisania!
PS: Są wśród was fani/fanki yaoi lub yuri? Xd
Dobra, koniec pierdolenia (zaraz posypią się hejty, że
jestem zbyt wulgarny).
Mam dla Was takie małe pierdolstewko i lepiej, żeby się
podobało, o!.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz