środa, 10 czerwca 2015

Moda na Hogwart:Odcinek 10

Dobra, dawno nie było tutaj ani mnie ani Katharsis…Dlatego ogłaszam chwilowe dość opierdalania się na tym blogu. Pora wreszcie coś napisać J. Nie wiem jak moja wspólniczka, ale ja będę tu zaglądał raczej rzadko ze względu na obowiązki związane z moimi zwierzętami i nauką. Teraz mogę powiedzieć, że mam wolne od tego, bo jestem chory na cholerne grypsko i muszę leżeć w łóżku jak mały dzieciak… Rozgadałem się nie na temat, ale co tam… Wiecie przecież, że mam wiecznie zryty beret. A teraz podzielę się z Wami zajebistym filmikiem:




Tak, postaci z „Władcy pierścieni” są równie jebnięte jak ja.

A teraz zapraszam na opowiadanie:

~*~

-Gdyby tylko Nótt była tak łaskawa…- zaczął Loki, siedząc wraz z Katharsis i Monzaemonem w salonie Ślizgonów. Ich zwierzaki spały smacznie w swoich kojcach zmęczone wspólną zabawą.
- I przykryłaby niebo swym czarnym płaszczem…- kontynuowała dziewczyna.
-Haftowanym na przemian żałobą nocy i srebrnym pyłem gwiazd- dokończył blondyn. Przyjaciele czekali na moment, kiedy świat spowije ciemność. Monzaemon jak zwykle miał ochotę wymknąć się niezauważony do zakazanego lasu. Tym razem chciał, aby jego przyjaciółka i nowy kumpel dotrzymali mu towarzystwa. Nordycka bogini nocy Nótt wysłuchała ich modlitw i zesłała mrok szybciej, niż zamierzała. Odyn nie powinien być na nią zły, skoro zrobiła to dla jednego z jego synów.

~*~

Trójka Ślizgonów zgodnie z planem udała się do lasu. Loki był tu po raz pierwszy i rozglądał się dookoła. Imponował mu lodowaty oddech czających się w krzakach bestyjek. Uśmiechnął się wrednie i zerknął na ukrywające się driady spojrzeniem tak ostrym, że uciekły z piskiem.  Katharsis zerknęła na niego początkowo zdezorientowana, ale po chwili parsknęła śmiechem.
-Jeśli będziesz tak robił, wszystkie dziewczyny od ciebie uciekną- powiedziała do czarnowłosego.
-Ty nie- odparł, chwytając jej dłoń- a inne mnie nie interesują.
-To właśnie chciałam usłyszeć- rzekła uroczo i musnęła jego usta swoimi. Po chwili ten niewinny buziak zaczął się przeobrażać w namiętny pocałunek. Monzaemon odwrócił się, nie mając zamiaru tego oglądać. Nienawidził, kiedy ktoś się przy nim całował… A jeszcze bardziej zdenerwował go fakt, że Katharsis o tym wiedziała. Swą beznamiętną i wypłukaną z emocji twarz skierował ku niebiosom. Gwiazdy przenikały przez gęste gałęzie drzew tworzące efekt pajęczyny.
-Idziemy na cmentarzysko smoków?- spytał, nie odrywając oczu od czarnego sklepienia. Katharsis i Loki przestali się ściskać i całować. Trzymając się jedynie za ręce jak niewinna początkująca para, podeszli do blondyna.
-Jasne- odparł z uśmiechem czarnowłosy.- Uwielbiam zwierzęta… Zwłaszcza te martwe.
-I pewnie w Asgardzie masz całą kolekcję Skellanimals?- Monzaemon po raz pierwszy od dłuższego czasu uśmiechnął się, rzucając podejrzliwe spojrzenie.
-No ej!- Loki zareagował głośnym śmiechem.- Skąd wiedziałeś? Masz w mózgu jakieś pierdolone Google?
-Tylko nie pierdolone!- krzyknęła Katharsis, również wybuchając śmiechem. Cała trójka udała się na cmentarzysko, zgodnie z kolejnym dziwnym pomysłem jasnowłosego czarodzieja.

~*~

-Wreszcie zniszczyliśmy ten pierdolony pierścień!- wrzeszczał uradowany czarnowłosy hobbit, skacząc radośnie niczym gumiś.
-Wyrażaj się, Frodo- zganił go Gandalf, który najwyraźniej nie znosił przekleństw. Cała drużyna rozmawiała o zrealizowanym celu. Wszyscy cieszyli się i śmiali… Tylko siedzący na kamieniu Aragorn miał nieco posępną minę. Widząc to, Legolas przysiadł się do niego. Spojrzał pytająco w jego zamglone oczy. Aragorn na moment wykrzywił swoje usta w wymuszonym uśmiechu, po czym znów posmutniał.
-Chciałem oświadczyć się Arwanie - powiedział po chwili wojownik.
-A ty ciągle tylko o tej swojej dziewczynie- burknął zirytowany elf. Miał ochotę się rozpłakać, ale wewnętrzny głos nakazywał mu być twardym. Aragorn zerknął na niego z lekkim zaskoczeniem. Miał wrażenie, że Legolas coś do niego czuje i uważa się za jego chłopaka. W końcu owe zdziwienie zmieniło się w głupi uśmiech.
-Przestań Lego, mój drogi kolego- zaśmiał się. Elf jednak wciąż spoglądał na niego z zawodem i swego rodzaju nienawiścią.
-Masz jeszcze czelność się śmiać?!
-Wychujałem cię- uśmiechnął się wrednie.- Dosłownie.
-Ty… Ty kurwiaku!- wrzasnął elf, nie mogąc się już opanować.- Ty szmaciarzu, dziwkarzu, suko, puszczalska gnido!
-Ho ho, cóż za poezja- zignorował wyzwiska Aragorn. Legolas miał ochotę wygarnąć mu w pysk, ale w porę się opamiętał. Odwrócił się i już chciał odejść, kiedy mężczyzna mocno złapał jego rękę.
-Czego znowu?!- warknął.
-Słuchaj… To, że sypiamy ze sobą nie czyni z nas pary.
-Teraz już wiem! Szukałeś sobie zastępstwa, kiedy nie mogłeś robić tego ze swoją Arwanką!- syknął wściekle Legolas. Wyszczerzył swoje piękne zęby, które w tamtej chwili wyglądały tak groźnie jak kły wampira czy wilkołaka. Jego drobne i delikatnie dłonie mimowolnie zacisnęły się w pięści… Mimo swojej olśniewającej urody i drobnej postury wyglądał strasznie. Aragorn jednak nie dał za wygraną i nie zamierzał go uwolnić z silnego uścisku.
-Dokładnie, szukałem elfiej dupy, a ty akurat byłeś chętny- odparł, jak gdyby nigdy nic.
-Bo myślałem, że jesteś wobec mnie szczery… A teraz, skoro już sobie wszystko wyjaśniliśmy, to puść mnie, do cholery!
-Nie.
-Co, znowu potrzebujesz elfiej dupy? Szukaj sobie w leśnym burdelu!
-Nie. Chciałem cię przeprosić- powiedział Aragorn, kładąc rękę na sercu. Był tym razem poważny i sprawiał wrażenie, jakby miał się zaraz rozpłakać. Najwyraźniej przeprosiny były szczere i mężczyźnie zależało na dalszej przyjaźni z Legolasem, ale elf tylko pokręcił głową.
-Za późno- powiedział i odchodząc, musnął twarz Aragorna końcówkami swych długich jasnych włosów. Żaden z nich nie zauważył majaczącej się w cieniach drzew postaci. Po chwili z mroku wyłonił się niski, ale tęgi mężczyzna z długą rudą brodą. Na jego twarzy wypisane były wszystkie negatywne emocje. Po raz pierwszy miał ochotę cisnąć toporem w kogoś z drużyny.

~*~

Po dwóch godzinach trójka przyjaciół dotarła na miejsce. Loki użyczył swojej dziewczynie peleryny, ponieważ ciągle narzekała, że jej zimno. Nordycki bóg ognia nie przejmował się przenikającym ciało chłodem… Coś takiego było niczym w porównaniu do wiecznej zimy w Jotunheimie, a nawet i to nie było w stanie wywołać u niego szaleńczej reakcji na mróz. Monzaemon kroczył z nim łeb w łeb, dostając gęsiej skórki. Mimo to, nie zamierzał na siebie włożyć ciepłych ubrań. Wolał udawać, że jest mu ciepło, choć sam właściwie nie wiedział, dlaczego zgrywał takiego twardziela. Loki patrzył na niego nieco pogardliwie, mimo że ostatnio bardzo się polubili. Spojrzenie asgardzkiego księcia było tak lodowate, że nie dorównywała mu nawet panująca temperatura.
-Monzi - przerwała nieznośną ciszę Katharsis.
-Co?- blondyn spojrzał w jej stronę pytająco.
- Kto to jest?- spytała zdziwiona. Monzaemon podążył za jej wzrokiem i dostrzegł niewyraźną postać spowitą mgłą. Nie zastanawiając się długo, ruszył przed siebie wojskowymi krokami.
-Nie idź tam!- krzyknął Loki zaskoczony lekkomyślnością zwykle poważnego i ostrożnego kolegi.
-Słyszysz?!- warknęła Katharsis.- Wracaj tu, baranie!
Monzaemon uśmiechnął się tylko głupkowato, gdyż słowo „baran” go śmieszyło… Z resztą tak samo jak „małpa” czy „osioł”. Z każdym krokiem coraz bardziej zatapiał się we mgle, aż w końcu zniknął towarzyszom z oczu. Był już blisko celu i nic nie było w stanie go zatrzymać… Ale to, co ujrzał po chwili, przeszło jego najśmielsze oczekiwania.
-Jasna cholera- szepnął sam do siebie, szerzej otwierając oczy ze zdumienia. Pierwszy raz ujrzał coś, co było w stanie go przerazić.

- - -
Dziękuję bardzo za (nie)uwagę i przepraszam za gejowski wątek… Niestety muszę Was zmartwić, bo razem z Katharsis planujemy jeszcze większą gejozę.  Do napisania!

PS: Są wśród was fani/fanki yaoi lub yuri? Xd

Dobra, koniec pierdolenia (zaraz posypią się hejty, że jestem zbyt wulgarny).

Mam dla Was takie małe pierdolstewko i lepiej, żeby się podobało, o!.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz