- Tu jesteś Nessy. Moja ty kochana.
Dziewczyna patrzyła na Dracona jakby mu na głowie wyrosły czułki.
- Choć musimy wybrać dla Ciebie suknię w barwach Malfoy'ów.
-
Nie wybiorę z tobą żadnej sukni, bo już takową znalazłam i wysłałam
zamówienie. I zrozum, że nie będę twoją żoną. Choćby mi pomagały same
walkirie. A i wynocha z moich komnat.
Złapała go za szatę i wyrzuciła na korytarz.
- Sal.- spojrzała na portret.- Nie wpuszczaj go tu nigdy więcej.
- Co ja jestem twoim służącym wywłoko.
- Ja też Cię kocham dziadku.
Po
tych słowach zniknęła znowu w salonie i udała się do swojego pokoju.
Ech lubiła portret tego sędziwego staruszka. Tak Salazar Slytherin bawił
ją tak jak portret Pani Black bawił Harry'ego. Rodziny się nie
wybiera., nikogo normalnego nie było. Nagle pojawiła się jej sowa.
Odwiązała list i zaczęła czytać. Na koniec, aż przytarła oczy. No dobra
to już była przesada następny czubek w rodzinie. Obróciła się i wyszła z
pokoju, otworzyła drzwi do Harry'ego.
- O co chodzi?
- Gryfiaku, będziemy mieli macochę.
- Kogo?
- Wybranką naszego drogiego tatusia jest Bellatrix.
- Ale ona ma już męża.
- Który zginął jakieś trzy tygodnie temu.
Usiadła
na jego łóżku i popadła w zadumę. Tyle się zdarzyło przez te trzy dni.
Nie wiedziała, że nadchodzi coś czego nikt się nie spodziewał.
~ w innym królestwie~ Asgard równoległy czas do Midgardzkiego~
- Zawiodłem się na was...Po raz kolejny. - Odyn patrzył surowym okiem (są dwie wersje 1. Mitologiczna- oddał
swe oko w zamian za picie wody ze studni mądrości. 2. Marvelowska-
stracił je w walce.) na swoich synów. - I za karę zsyłam was do
Midgard'u .
- Wii zwiedzę to królestwo.- Thor jak to Thor zachowywał się nieodpowiednio do sytuacji.
Loki spojrzał na niego jak na idiotę. Jemu do radości było daleko.
- Nie Thorze. Traficie do szkoły dla czarodziei. Niejaki Hogwart.
Loki od razu się zainteresował.
- Magowie. - powiedział z pogardą- Czego oni ich tam uczą.
-
Macie dzięki temu pobytowi nauczyć się dogadywać ze sobą i z innymi. -
mówiąc ostatnie słowo znacząco spojrzał na swojego młodszego syna. -
Udajcie się od razu do Hemidala by wysłał was na miejsce.
Woląc się nie narażać bardziej Wszechojcu udali się do Bifrostu, a stamtąd do celu ich kary.
~ Midgard~Hogwart~Hol
Z rozmyślań wyrwały ją czyjeś wrzaski, po chwili zrozumiała, że to ktoś
się kłóci. Udała się do holu i przepchała przez tłum uczniów. Jej oczom
ukazali się dwaj mężczyźni. Jeden napakowany blondyn w pięknej szacie
czerwono-złotej. Drugi czarnowłosy szczupły, nie wyróżniający się, wróć
wyróżniały go jego zielone oczy lecz nie takiego samego odcieniu jak
jej. Blondynek miał w ręce młot. Wsparła się na ramieniu brata.
- Powiedz, że to się nie dzieje na prawdę.
- Ale o co chodzi?
Zignorowała jego pytanie i weszła w pierwszy rząd osób.
- Po jakiemu oni mówią?
- Może po polsku?
Były różne wersje, a ona spojrzała na uczniów z dezaprobatą.
- To język Asów.
- Kogo?
- Mitologia nordycka.
- Słyszałam o nim. Ale to tylko jakieś legendy.
Wiedziała do kogo należy ten głos.
- Hermiono a oni są kim? To są bogowie. Thor i Loki. Jak dobrze kojarzę.
Spojrzała na bogów z uwielbieniem. A oni usłyszawszy swoje imiona odwrócili się w jej stronę.
- Kim jesteś marny śmiertelniku, że wiesz kim my jesteśmy?
Odezwał się zimnym jak lód głosem bóg Kłamstw po angielsku . A ona spokojnie wyszła z tłumu.
- Jestem Katharsis.
- O to ta midgardka, którą zaprosił nasz ojciec.
Odezwał się wesołym głosem Thor i podszedł do dziewczyny. Ucałował ją w dłoń.
- Jestem Thor. A to mój brat Loki.
- Przepraszam. Ale czy ktoś mi wyjaśni co Panowie...
- Bogowie. Dyrektorze to bogowie. - weszła mu w słowo Katharsis
- ... co wy bogowie robicie w mojej szkole?
- Jesteśmy tu za karę. Wszechojciec wysłał nas do pańskiej szkoły byśmy nauczyli się normalnie funkcjonować w społeczeństwie.
-
Dobrze. Zostaniecie przydzieleni do jednego z czterech domów. A teraz
zajmą się wami moi najlepsi uczniowie Katharsis, Harry, Dracon i
Hermiona.
Szczęka dziewczyny opadła z łoskotem o podłogę ale szybko się pozbierała.
Ten
stary pierdziel musi wszystko zwalać na uczniów, przecież on by z
chęcią się zajął tymi gośćmi. I ten czarnowłosy wygląda na dość
interesującą personę. Takie myśli kłębiły się w umyśle Severusa Snape'a.
Obok niej stanął Harry. A Draco i Hermiona po obu ich stronach.
Ech może dzięki temu ta tleniona księżniczka da spokój mugolakom.
Spostrzegła, że Thor dziwnie zerka na tę Gryfonkę. Spojrzała w stronę
lochów, wujaszek patrzył się z zaciekawieniem na Lokiego. Zerknęła na
Dracona, który z dziwnym błyskiem w oku patrzył na Thora. Jedna brew
uniosła jej się do góry. Chwyciła Harry'ego za ramię.
- Chcecie zobaczyć teraz zamek czy wolicie zrobić to po obiedzie do, którego jest godzina?
Spojrzała na obu skazańców.
- Ja to bym coś zjadł i wypił.
- Ty tylko myślisz o jedzeniu. Zaprowadź nas gdzie opowiecie coś o tym miejscu i nie będzie tych uczniów.
- To może twoje komnaty Kath?
- Harry... uważaj bazyliszek nie jadł nic od dawna.
- Z chęcią zobaczę jak mieszkasz.
Spojrzała
na Thora z przestrachem. (Ech, autorze zginiesz marnie. Poprzysięgła
zabić tego kto wymyśla te fabułę. Kasia pisząc wzdrygnęła się i zaczęła
szukać czegoś czym mogłaby się obronić. xD)
- A więc dobrze. Chodźcie.
Ruszyła
po schodach w duł. Lokiemu przypomniały się lochy w których był niegdyś
zamknięty. Po chili stanęła przed portretem Sala.
- A o to mój dziadek Salazar Slytherin.
Portret spojrzal na nią z kpina.
- Robisz z tego zamku burdel. I nie nazywaj mnie dziadkiem mała ladacznico.
- On tak zawsze.- spojrzała na portret- Otwieraj.- to słowo wypowiedziała w języku węży.
Salazar niechętnie otworzył przejście. Weszła do środka, a za nią Harry. Reszta patrzyła na nią z czystym zainteresowaniem.
- Opowiem jak wejdziecie. Dziadku postrasz tych natrętów co za nami idą.
- Jeszcze mi będzie rozkazywać łachudra. - wymamrotał obraz. Po czym się zamknął za gośćmi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz