środa, 10 czerwca 2015

Moda na Hogwart: Odcinek 8

Kilka słów od nowego autora (ale spokojnie, Katharsis NIE odchodzi xd) Nie wykopiesz mnie z tej posady.
Ave! Jestem Authorem z bloga miecz-zemsty.blog.onet.pl Polecam :), ale tutaj będę podpisywał się „Monzaemon”. Specjalnie też stworzyłem postać o tym imieniu (choć ma ona ze mną niewiele wspólnego hahaha)… Zatem kim jest Monzaemon? Pozwólcie, że nim wezmę się za notkę, przedstawię wam szkic mojej postaci. Monzaemon Narcyz Malfoy ma 17 lat, jest synem Lucjusza i Narcyzy oraz starszym bratem Dracona. Jego najlepszą przyjaciółką jest Katharsis, którą traktuję jak siostrę. Jest podobny do rodziców, na co wskazują blond włosy, alabastrowa cera i błękitne oczy. Ubiera się głównie na czarno i nosi ciężkie obuwie z jaskrawymi sznurówkami. Dopełnieniem jego stylu są kolczyki (całe uszy i snake bite w wardze) oraz tatuaże (mroczny znak, czyli czaszka, z której wypełza wąż- na lewym przedramieniu, wąż z różą w pysku wijący się wokoło miecza wbitego w czaszkę- na lewym ramieniu). Jako jeden z niewielu czarodziei opanował zdolność władania żywiołami bez użycia różdżki, mimo to bardzo ją ceni ze względu na księżycowy pył w niej zawarty. Towarzyszy mu Moonscream- jego błękitno-czerwony królik o skrzydłach nietoperza i ogonie skorpiona.
- Nie masz prawa usuwać moich zielonych komentarzy !!!
Ten kolor należy do mnie- tj. Katharsis 
-Dobra, dobra... Spokojna pańska rozczochrana.
- Ja jestem spokojna, jak jebany kwiatek na łące. 
*
  
Monzaemon siedział wsparty na łokciu, od niechcenia obserwując całą sytuację. Z jego twarzy trudno było wyczytać jakiekolwiek emocje… poza tym, że był znudzony. Nowi uczniowie Hogwartu wydali mu się bardzo podejrzani i zastanawiał się, co synowie najwyższego z bogów robią w takim miejscu jak szkoła dla czarodziei. Nie podobało mu się też to, że jeden z nich właśnie nawiązał wspaniały kontakt z jego najlepszą przyjaciółką… W dodatku powiedział na nią „Kisiel”.
-Uważaj na słowa, gościu- mruknął blondyn, nie zmieniając pozycji ani wyrazu twarzy.- Tylko ja mogę ją tak nazywać.
-Bo…?- Loki chciał o coś zapytać, ale Monazaemon złapał go za kołnierz i niemalże sparaliżował swoim lodowatym spojrzeniem.
-Radzę to zapamiętać- odparł chłodno, puszczając szyję czarnowłosego. Młody bóg z trudem złapał oddech. Spojrzał zdziwiony na niego, potem na Katharsis. Nie miał pojęcia, że ktoś może potraktować księcia Asgardu w ten sposób.
-Monzi!- krzyknęła.- Opanuj się do cholery!
-Bronisz słabszych? Jakie to… szlachetne- zakpił. Tym razem na jego twarzy pojawił się niewielki paskudny uśmieszek. Loki zacisnął pięści i już chciał coś powiedzieć, ale Monzaemon znów mu nie pozwolił.- Nie powiedziałem, że jesteś słaby- uśmieszek nie znikał mu z twarzy- ale lubię się droczyć z ludźmi… No a ty jesteś nowy.
-W porządku- odparł Loki, choć nie brzmiało to przekonująco- a kim ty jesteś? Bo JA… JA jestem KSIĘCIEM! KSIĘCIEM ASGARDU! A ty? Ty możesz się opalać w blasku mojej chwały!
-Chłopaki, przestańcie!- krzyknęła Katharsis.
-A wiesz kim ja jestem? Synem Malfoyów- blondyn zignorował uwagę przyjaciółki.
-Phh! Pierwsze słyszę!- prychnął Loki, krzyżując ręce na piersiach.- Za to o Asgardzie słyszał każdy.
-Malfoyowie to najbogatsi ludzie w Londynie… Ba, w Anglii! Ale co taki książę Asgardu może wiedzieć o naszym… jak wy to mówicie… Midgardzie?
-Wkurzasz mnie- burknął Loki i obdarzył Monzaemona spojrzeniem tak nieprzyjemnym, że aż sama Katharsis się przeraziła. Blondyn wstał i podszedł do boga. Przez chwilę ich spojrzenia miażdżyły wszystkich w pobliżu, wytwarzając paskudną aurę. Przez chwilę wydało się, że Malfoy chce przylać księciu, ale on tylko uśmiechnął się i poklepał go po ramieniu.
-No, będzie z ciebie Ślizgon- powiedział, patrząc na niego dużo łagodniej- a nie jakaś pizda- po tych słowach wyszedł z Wielkiej Sali i zniknął gdzieś w ciemnościach korytarzy.
-Co takiego? Jak on śmiał mnie tak nazwać! Sam jest pizda! Jak ja mu zaraz przypierdolę, to nie będzie co po nim zbierać!- zdenerwował się Loki (widać, że nowy). Katharsis położyła dłoń na jego ramieniu i uśmiechnęła się lekko. Loki spojrzał w jej oczy. Wydawał się taki zakłopotany .
-Nie miał na myśli niczego złego. Do mnie i swojego brata też tak mówił… Wbrew pozorom to słowa akceptacji- próbowała mu wyjaśnić.- No i… poklepał cię po ramieniu. To znaczy, że od tej chwili ma do ciebie szacunek.
-Serio? Bogowie… Co za dziwaczny typ.
-Serio- uśmiechnęła się ujęła jego dłoń.- Jest nieco zazdrosny, bo…
-Jesteście parą!- wyrwał się jej i spojrzał nią nieufnie.- Powiedz mi, jak możesz być z kimś takim, jak on? Ej, z czego się śmiejesz?!
-Loki… Monzi jest dla mnie jak brat i to nigdy się nie zmieni- zachichotała i znów złapała go za rękę. Po chwili zgodnie spletli palce swych dłoni.

*

Tymczasem Thor siedział przy stole wraz z Gryfonami i obżerał się w najlepsze. Jadł tak zachłannie, że prawie zabrakło niekończącego się mięsa. Ron otworzył usta ze zdziwienia i wtedy wyleciały mu resztki jedzenia. Obrzydzone tym widokiem Hermiona i jej przyjaciółka Ginny zasłoniły sobie oczy. Harry natomiast śmiał się w najlepsze.
-Spójrz, Ron! On je więcej żeberek od ciebie. Nowy mistrz- powiedział, nie kryjąc emocji. Ron zerknął na niego, wycierając rękawem resztki wyplutego jedzenia. Thor niespodziewanie oderwał się od jedzenia i potężnie beknął. Harry zachwycony jego głupotą i prostactwem zaczął mu bić brawo. Ron pewnie zrobiłby to samo, gdyby nie to, co zobaczył i usłyszał chwilę później. Thor objął siedzącego po obu jego stronach dziewczyny i zaczął sypać tandetnymi tekstami na podryw.
-Hej, maleńka- zwrócił się do Hermiony.- Twoje oczy są jak spodeczki galaretki jagodowej.
-Co?
-Żułbym twoje usta jak surowy boczek- mięśniak poruszył brwiami, czym nawet rozbawił Hermionę, ale nie okazała tego. -Ślicznotko- zwrócił się do Ginny- na twój widok rozpinają mi się spodnie.
-EJ!- krzyknął rozzłoszczony Ron.- Trzymaj się z daleka od mojej siostry! A Hermiona… Hermiona…
-Hermiona ma już chłopaka- pomógł mu dokończyć Harry.
-Cóż- Thor uśmiechnął się głupkowato.- Wygląda na taką, co mogłaby mieć dwóch.
-Daruj te swoje teksty. Są beznadziejne- odezwała się Lavender, siedząca przy Ronie. Thor natychmiast chwycił jej dłonie i spojrzał w jej oczy, nie przestając się głupio uśmiechać.
-To nic, że jestem od ciebie ładniejszy- mówił- urodę dzieci i tak odziedziczą po mnie.
-CO ZA BEZCZELNY PAJAC!- krzyknęła i przesiadła się na drugi koniec długiego stołu.
-Wyobraź sobie, że lubisz w dupę. Kim jesteś?- spytał Thor, zerkając na okularnika. Harry zerknął na niego z lekkim zdziwieniem.
-Gejem?
-Nie- odparł roześmiany Thor i upił nieco miodu ze złotego kielicha.- Owsikiem!- roześmiał się i rzucił naczyniem.- Jeszcze jeden, panie... Eee... Panie!
-Co ty właściwie robisz w Gryffindorze?- spytał podirytowany Harry.
-Co masz na myśli, owsiku?- spytał Thor, zapychając się naleśnikami. Na słowo „owsik” Harry zrobił się czerwony, a jego łeb przypominał purchawę. Jednakże Hermiona powstrzymała jego wybuch gniewu, zadając Thorowi pytanie.
-Dlaczego nie jesteś w Slytherinie ?
-Zielony to nie mój kolor- odparł jak jakaś pieprznięta laka Barbie. Na tę nietypową odpowiedź Harry zdjął okulary i pierdolnął facepalma.

*

Monzaemon przechadzał się po pustym korytarzu. Towarzyszył mu jedynie jego ulubieniec siedzący mu na ramieniu. Nie słyszał niczego poza oddechem zwierzaka i tupaniem jego glanów. W końcu zatrzymał się i usiadł pod ogromnym oknem z witrażem. Arcydzieło przedstawiało założycieli Hogwartu- Godricka Gryffindora, Salazara Slytherine, Helgę Huffelpuff i Rowenę Raveclaff. Przez chwilę jeszcze siedział w milczeniu, ale gdy usłyszał lekki szmer, natychmiast uniósł głowę.
-To ty?- spytał szeptem. Z ciemności wyłoniła się dziewczyna o jasnej cerze. Jej długie blond włosy przypominały splecioną poświatę księżyca, a wyraziste oczy błyszczały jak gwiazdy na nocnym niebie… Płakała.
-Emon- zwróciła się do chłopaka, podchodząc do niego niepewnym krokiem. Monzaemon wstał i wziął ją w swe objęcia. Pogładził dłonią jej długie faliste włosy. – Emon… Ja… Ja…
- Skarbie, co się dzieje?- zapytał głosem jak zza grobu.- Ktoś powiedział ci coś przykrego?
-T… Twój brat…
-Coś ci zrobił?!- warknął. Przytulił dziewczynę mocno, opierając swój spiczasty podbródek na jej ramieniu. Nieco rozluźnił objęcia, by móc spojrzeć jej w oczy. Mimo, że nie miała w tej chwili okularów, jej gałki wyglądały, jakby były za szkłem.
*
Wcześniej:
Blond włosa dziewczyna nosząca pod czarną szatą jaskraworóżowy sweterek spacerowała korytarzem, poszukując swojego dość nietypowego nawet jak na magiczne standardy roślino-zwierzęcia. Po długim poszukiwaniu w końcu znalazła zielonego, porośniętego kwiatami kota z cebulką krokusa na ogonie. Podeszła do swojego pupilka, obdarzając go pięknym uśmiechem i wzięła do na ręce. Jej pełna pozytywu mina zniknęła, gdy tylko się odwróciła… Przed nią stał wysoki, szczupły blondyn o szaroniebieskich oczach i jasnej cerze. Uśmiechał się wrednie i zastąpił dziewczynie drogę.
-Zejdź mi z oczu, Malfoy!
-Ho ho, jak ostro- powiedział sarkastycznie i zarechotał parszywie.- Do mojego brata też tak mówisz?
-On jest zupełnie inny… Pewnie zazdrościsz mu, że ma dziewczynę, a ty nadal jesteś sam jak palec.
-Jaaaasne. Na pewno zazdroszczę mu Pomyluny!- wybuchnął śmiechem. Zza rogu wyłoniło się jego dwóch przydupasów i zarechotali równie żałośnie.
-Bawi was to?!- wrzasnęła.
-Tak- odparł Draco, dumnie unosząc głowę.- Ale to nas bawi jeszcze bardziej… Crucio!- krzyknął, celując różdżką w bezbronne zwierzę Luny. Koledzy roześmiali się jeszcze głośniej.
-Flora!- krzyknęła zrozpaczona blondynka, padając na kolana przed swoim torturowanym zaklęciem zwierzakiem.- Przestań, słyszysz?!
-A proszę cię kurwa bardzo!- wrzasnął okrutnik, chowając różdżkę do kieszeni szaty.- Ale z tobą jeszcze nie skończyłem… Julio.
-Mam na imię Luna!
-Pomyluna- przydupasy parsknęły śmiechem. Draco podszedł do blondynki, a paskudny uśmiech nie znikał mu z twarzy.
-Żyjesz w tym jebanym świecie własnego wariactwa, dziewczyno. W rzeczywistości każda kończy jak ta Julia od Romea.
*
Powrót:
-Kocham Dracona, bo jest moim bratem, ale tym razem przeszedł samego siebie… Nie mam na niego słów- wycedził Monzaemon przez zaciśnięte zęby.- Zabiję go.
-Emon, stój!- krzyknęła Luna, próbując zatrzymać zmierzającego ku kryjówce Ślizgonów chłopaka.
-Nie ma mowy! Obraził cię, skrzywdził twojego kota i…
-Zmyśliłam tę historię!- krzyknęła. Blondyn stanął jak wryty. Obawiał się najgorszego… Ale czy jego brat byłby wstanie zgwałcić jego dziewczynę? Nie… Przynajmniej do tej pory nie skrzywdził w ten sposób jeszcze żadnej dziewczyny. To go trochę uspokoiło.
-Powiedz prawdę.
-Powiedział mi, że…
-Tak?- serce Ślizgona zabiło szybciej. Nie wiedział, czego może się spodziewać… A może Draco nic jej nie zrobił? Może Luna szuka sposobu, by z nim zerwać? Odpowiedź dziewczyny przerosła jego najśmielsze oczekiwania.

-Święty Mikołaj nie istnieje!

Fuck yea.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz