Kilka słów od nowego autora (ale
spokojnie, Katharsis NIE odchodzi xd) Nie
wykopiesz mnie z tej posady.
Ave! Jestem Authorem z bloga
miecz-zemsty.blog.onet.pl Polecam :), ale tutaj będę podpisywał się
„Monzaemon”. Specjalnie też stworzyłem postać o tym imieniu
(choć ma ona ze mną niewiele wspólnego hahaha)… Zatem kim jest
Monzaemon? Pozwólcie, że nim wezmę się za notkę, przedstawię
wam szkic mojej postaci. Monzaemon Narcyz Malfoy ma 17 lat, jest
synem Lucjusza i Narcyzy oraz starszym bratem Dracona. Jego najlepszą
przyjaciółką jest Katharsis, którą traktuję jak siostrę. Jest
podobny do rodziców, na co wskazują blond włosy, alabastrowa cera
i błękitne oczy. Ubiera się głównie na czarno i nosi ciężkie
obuwie z jaskrawymi sznurówkami. Dopełnieniem jego stylu są
kolczyki (całe uszy i snake bite w wardze) oraz tatuaże (mroczny
znak, czyli czaszka, z której wypełza wąż- na lewym
przedramieniu, wąż z różą w pysku wijący się wokoło miecza
wbitego w czaszkę- na lewym ramieniu). Jako jeden z niewielu
czarodziei opanował zdolność władania żywiołami bez użycia
różdżki, mimo to bardzo ją ceni ze względu na księżycowy pył
w niej zawarty. Towarzyszy mu Moonscream- jego błękitno-czerwony
królik o skrzydłach nietoperza i ogonie skorpiona.
- Nie masz prawa usuwać moich zielonych komentarzy !!!
- Nie masz prawa usuwać moich zielonych komentarzy !!!
Ten kolor należy do mnie- tj. Katharsis
-Dobra, dobra... Spokojna pańska rozczochrana.
- Ja jestem spokojna, jak jebany kwiatek na łące.
-Dobra, dobra... Spokojna pańska rozczochrana.
- Ja jestem spokojna, jak jebany kwiatek na łące.
*
Monzaemon siedział wsparty na łokciu,
od niechcenia obserwując całą sytuację. Z jego twarzy trudno było
wyczytać jakiekolwiek emocje… poza tym, że był znudzony. Nowi
uczniowie Hogwartu wydali mu się bardzo podejrzani i zastanawiał
się, co synowie najwyższego z bogów robią w takim miejscu jak
szkoła dla czarodziei. Nie podobało mu się też to, że jeden
z nich właśnie nawiązał wspaniały kontakt z jego najlepszą
przyjaciółką… W dodatku powiedział na nią „Kisiel”.
-Uważaj na słowa, gościu- mruknął
blondyn, nie zmieniając pozycji ani wyrazu twarzy.- Tylko ja mogę
ją tak nazywać.
-Bo…?- Loki chciał o coś zapytać,
ale Monazaemon złapał go za kołnierz i niemalże sparaliżował
swoim lodowatym spojrzeniem.
-Radzę to zapamiętać- odparł
chłodno, puszczając szyję czarnowłosego. Młody bóg z trudem
złapał oddech. Spojrzał zdziwiony na niego, potem na Katharsis.
Nie miał pojęcia, że ktoś może potraktować księcia Asgardu w
ten sposób.
-Monzi!- krzyknęła.- Opanuj się do
cholery!
-Bronisz słabszych? Jakie to…
szlachetne- zakpił. Tym razem na jego twarzy pojawił się niewielki
paskudny uśmieszek. Loki zacisnął pięści i już chciał coś
powiedzieć, ale Monzaemon znów mu nie pozwolił.- Nie powiedziałem,
że jesteś słaby- uśmieszek nie znikał mu z twarzy- ale lubię
się droczyć z ludźmi… No a ty jesteś nowy.
-W porządku- odparł Loki, choć nie
brzmiało to przekonująco- a kim ty jesteś? Bo JA… JA jestem
KSIĘCIEM! KSIĘCIEM ASGARDU! A ty? Ty możesz się opalać w blasku
mojej chwały!
-Chłopaki, przestańcie!- krzyknęła
Katharsis.
-A wiesz kim ja jestem? Synem Malfoyów-
blondyn zignorował uwagę przyjaciółki.
-Phh! Pierwsze słyszę!- prychnął
Loki, krzyżując ręce na piersiach.- Za to o Asgardzie słyszał
każdy.
-Malfoyowie to najbogatsi ludzie w
Londynie… Ba, w Anglii! Ale co taki książę Asgardu może
wiedzieć o naszym… jak wy to mówicie… Midgardzie?
-Wkurzasz mnie- burknął Loki i
obdarzył Monzaemona spojrzeniem tak nieprzyjemnym, że aż sama
Katharsis się przeraziła. Blondyn wstał i podszedł do boga. Przez
chwilę ich spojrzenia miażdżyły wszystkich w pobliżu,
wytwarzając paskudną aurę. Przez chwilę wydało się, że Malfoy
chce przylać księciu, ale on tylko uśmiechnął się i poklepał
go po ramieniu.
-No, będzie z ciebie Ślizgon-
powiedział, patrząc na niego dużo łagodniej- a nie jakaś pizda-
po tych słowach wyszedł z Wielkiej Sali i zniknął gdzieś w
ciemnościach korytarzy.
-Co takiego? Jak on śmiał mnie tak
nazwać! Sam jest pizda! Jak ja mu zaraz przypierdolę, to nie będzie
co po nim zbierać!- zdenerwował się Loki (widać, że nowy).
Katharsis położyła dłoń na jego ramieniu i uśmiechnęła się
lekko. Loki spojrzał w jej oczy. Wydawał się taki zakłopotany .
-Nie miał na myśli niczego złego.
Do mnie i swojego brata też tak mówił… Wbrew pozorom to słowa
akceptacji- próbowała mu wyjaśnić.- No i… poklepał cię po
ramieniu. To znaczy, że od tej chwili ma do ciebie szacunek.
-Serio? Bogowie… Co za dziwaczny typ.
-Serio- uśmiechnęła się ujęła
jego dłoń.- Jest nieco zazdrosny, bo…
-Jesteście parą!- wyrwał się jej i
spojrzał nią nieufnie.- Powiedz mi, jak możesz być z kimś takim,
jak on? Ej, z czego się śmiejesz?!
-Loki… Monzi jest dla mnie jak brat i
to nigdy się nie zmieni- zachichotała i znów złapała go za rękę.
Po chwili zgodnie spletli palce swych dłoni.
*
Tymczasem Thor siedział przy stole
wraz z Gryfonami i obżerał się w najlepsze. Jadł tak zachłannie,
że prawie zabrakło niekończącego się mięsa. Ron otworzył usta
ze zdziwienia i wtedy wyleciały mu resztki jedzenia. Obrzydzone tym
widokiem Hermiona i jej przyjaciółka Ginny zasłoniły sobie oczy.
Harry natomiast śmiał się w najlepsze.
-Spójrz, Ron! On je więcej żeberek
od ciebie. Nowy mistrz- powiedział, nie kryjąc emocji. Ron zerknął
na niego, wycierając rękawem resztki wyplutego jedzenia. Thor
niespodziewanie oderwał się od jedzenia i potężnie beknął.
Harry zachwycony jego głupotą i prostactwem zaczął mu bić brawo.
Ron pewnie zrobiłby to samo, gdyby nie to, co zobaczył i usłyszał
chwilę później. Thor objął siedzącego po obu jego stronach
dziewczyny i zaczął sypać tandetnymi tekstami na podryw.
-Hej, maleńka- zwrócił się do
Hermiony.- Twoje oczy są jak spodeczki galaretki jagodowej.
-Co?
-Żułbym twoje usta jak surowy boczek-
mięśniak poruszył brwiami, czym nawet rozbawił Hermionę, ale nie
okazała tego. -Ślicznotko- zwrócił się do Ginny- na twój widok
rozpinają mi się spodnie.
-EJ!- krzyknął rozzłoszczony Ron.-
Trzymaj się z daleka od mojej siostry! A Hermiona… Hermiona…
-Hermiona ma już chłopaka- pomógł
mu dokończyć Harry.
-Cóż- Thor uśmiechnął się
głupkowato.- Wygląda na taką, co mogłaby mieć dwóch.
-Daruj te swoje teksty. Są
beznadziejne- odezwała się Lavender, siedząca przy Ronie. Thor
natychmiast chwycił jej dłonie i spojrzał w jej oczy, nie
przestając się głupio uśmiechać.
-To nic, że jestem od ciebie
ładniejszy- mówił- urodę dzieci i tak odziedziczą po mnie.
-CO ZA BEZCZELNY PAJAC!- krzyknęła i
przesiadła się na drugi koniec długiego stołu.
-Wyobraź sobie, że lubisz w dupę. Kim jesteś?- spytał Thor, zerkając na okularnika. Harry zerknął na niego z lekkim zdziwieniem.
-Gejem?
-Nie- odparł roześmiany Thor i upił nieco miodu ze złotego kielicha.- Owsikiem!- roześmiał się i rzucił naczyniem.- Jeszcze jeden, panie... Eee... Panie!
-Wyobraź sobie, że lubisz w dupę. Kim jesteś?- spytał Thor, zerkając na okularnika. Harry zerknął na niego z lekkim zdziwieniem.
-Gejem?
-Nie- odparł roześmiany Thor i upił nieco miodu ze złotego kielicha.- Owsikiem!- roześmiał się i rzucił naczyniem.- Jeszcze jeden, panie... Eee... Panie!
-Co ty właściwie robisz w
Gryffindorze?- spytał podirytowany Harry.
-Co masz na myśli, owsiku?- spytał
Thor, zapychając się naleśnikami. Na słowo „owsik” Harry
zrobił się czerwony, a jego łeb przypominał purchawę. Jednakże
Hermiona powstrzymała jego wybuch gniewu, zadając Thorowi pytanie.
-Dlaczego nie jesteś w Slytherinie ?
-Zielony to nie mój kolor- odparł jak
jakaś pieprznięta laka Barbie. Na tę nietypową odpowiedź Harry
zdjął okulary i pierdolnął facepalma.
*
Monzaemon przechadzał się po pustym
korytarzu. Towarzyszył mu jedynie jego ulubieniec siedzący mu na
ramieniu. Nie słyszał niczego poza oddechem zwierzaka i tupaniem
jego glanów. W końcu zatrzymał się i usiadł pod ogromnym oknem z
witrażem. Arcydzieło przedstawiało założycieli Hogwartu-
Godricka Gryffindora, Salazara Slytherine, Helgę Huffelpuff i Rowenę
Raveclaff. Przez chwilę jeszcze siedział w milczeniu, ale gdy
usłyszał lekki szmer, natychmiast uniósł głowę.
-To ty?- spytał szeptem. Z ciemności
wyłoniła się dziewczyna o jasnej cerze. Jej długie blond włosy
przypominały splecioną poświatę księżyca, a wyraziste oczy
błyszczały jak gwiazdy na nocnym niebie… Płakała.
-Emon- zwróciła się do chłopaka,
podchodząc do niego niepewnym krokiem. Monzaemon wstał i wziął ją
w swe objęcia. Pogładził dłonią jej długie faliste włosy. –
Emon… Ja… Ja…
- Skarbie, co się dzieje?- zapytał
głosem jak zza grobu.- Ktoś powiedział ci coś przykrego?
-T… Twój brat…
-Coś ci zrobił?!- warknął.
Przytulił dziewczynę mocno, opierając swój spiczasty podbródek
na jej ramieniu. Nieco rozluźnił objęcia, by móc spojrzeć jej w
oczy. Mimo, że nie miała w tej chwili okularów, jej gałki
wyglądały, jakby były za szkłem.
*
Wcześniej:
Blond włosa dziewczyna nosząca pod
czarną szatą jaskraworóżowy sweterek spacerowała korytarzem,
poszukując swojego dość nietypowego nawet jak na magiczne
standardy roślino-zwierzęcia. Po długim poszukiwaniu w końcu
znalazła zielonego, porośniętego kwiatami kota z cebulką krokusa
na ogonie. Podeszła do swojego pupilka, obdarzając go pięknym
uśmiechem i wzięła do na ręce. Jej pełna pozytywu mina zniknęła,
gdy tylko się odwróciła… Przed nią stał wysoki, szczupły
blondyn o szaroniebieskich oczach i jasnej cerze. Uśmiechał się
wrednie i zastąpił dziewczynie drogę.
-Zejdź mi z oczu, Malfoy!
-Ho ho, jak ostro- powiedział
sarkastycznie i zarechotał parszywie.- Do mojego brata też tak
mówisz?
-On jest zupełnie inny… Pewnie
zazdrościsz mu, że ma dziewczynę, a ty nadal jesteś sam jak
palec.
-Jaaaasne. Na pewno zazdroszczę mu
Pomyluny!- wybuchnął śmiechem. Zza rogu wyłoniło się jego dwóch
przydupasów i zarechotali równie żałośnie.
-Bawi was to?!- wrzasnęła.
-Tak- odparł Draco, dumnie unosząc
głowę.- Ale to nas bawi jeszcze bardziej… Crucio!- krzyknął,
celując różdżką w bezbronne zwierzę Luny. Koledzy roześmiali
się jeszcze głośniej.
-Flora!- krzyknęła zrozpaczona
blondynka, padając na kolana przed swoim torturowanym zaklęciem
zwierzakiem.- Przestań, słyszysz?!
-A proszę cię kurwa bardzo!- wrzasnął
okrutnik, chowając różdżkę do kieszeni szaty.- Ale z tobą
jeszcze nie skończyłem… Julio.
-Mam na imię Luna!
-Pomyluna- przydupasy parsknęły
śmiechem. Draco podszedł do blondynki, a paskudny uśmiech nie
znikał mu z twarzy.
-Żyjesz w tym jebanym świecie
własnego wariactwa, dziewczyno. W rzeczywistości każda kończy jak
ta Julia od Romea.
*
Powrót:
-Kocham Dracona, bo jest moim bratem,
ale tym razem przeszedł samego siebie… Nie mam na niego słów-
wycedził Monzaemon przez zaciśnięte zęby.- Zabiję go.
-Emon, stój!- krzyknęła Luna,
próbując zatrzymać zmierzającego ku kryjówce Ślizgonów
chłopaka.
-Nie ma mowy! Obraził cię, skrzywdził
twojego kota i…
-Zmyśliłam tę historię!- krzyknęła.
Blondyn stanął jak wryty. Obawiał się najgorszego… Ale czy jego
brat byłby wstanie zgwałcić jego dziewczynę? Nie… Przynajmniej
do tej pory nie skrzywdził w ten sposób jeszcze żadnej dziewczyny.
To go trochę uspokoiło.
-Powiedz prawdę.
-Powiedział mi, że…
-Tak?- serce
Ślizgona zabiło szybciej. Nie wiedział, czego może się
spodziewać… A może Draco nic jej nie zrobił? Może Luna szuka
sposobu, by z nim zerwać? Odpowiedź dziewczyny przerosła jego
najśmielsze oczekiwania.
-Święty Mikołaj nie istnieje!
Fuck yea.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz